niedziela, 30 marca 2014

Rumunia - Maramureș

Dzień 10




Jest jeden taki region, który na kilka stuleci wstrzymał oddech (i wciąż go trzyma...). To miejsce gdzie rolnik wstaje przed świtem, zaprzęga konia do swojego wozu i udaje się na targ gdzie zostawia swoje zwierzę na końskim parkingu. Miejsce gdzie może wrócić do swojej drewnianej chaty, cieszyć się ciszą, świeżym jedzeniem z własnych upraw i zapomnieć o świecie, który mknie niczym pociąg przed siebie. Maramureș.



Bogdan Voda


Wyprzedzanie wozów z końmi może okazać się nie lada wyzwaniem na wąskich drogach, szczególnie jeśli nie ma się pewności czy z za zakrętu nagle nie wyskoczy krowa albo stado owiec. Tak właśnie wyglądała droga wzdłuż doliny Izei

Wcześnie rano przyjechaliśmy do wsi Bogdan Voda, która w każdy inny dzień nie miała by nic do zaoferowania dla żadnych wrażeń turystów ale dziś odbywał się tu targ. Tłumy były ogromne i ciężko było się przepchać do środka, ale pokusa była zbyt wielka. Na samym końcu dostrzegliśmy szczególny parking - stworzony jedynie dla koni oraz wozów. Właściwie to była taka wielka łąka, na której pasło się kilkadziesiąt zwierząt. Dość szybko zdecydowaliśmy się jechać dalej, gdyż Aga robiąca zdjęcia nie przypadła do gustu jednej Romce. Jeszcze zanim wydostaliśmy się z tłumu, naszą uwagę zwróciły niezwykłe rzeźby. Prawie 20 metrowe dzieło przedstawiało konia, a drugie obok... cóż... dinozaura ;-) Nawet nie pytajcie...



No proszę, turyści prosto z Wenecji na targu w Bogdan Voda




Dinopark w Bogdan Voda :D



Ieud


Ieud, jak przeczytaliśmy w przewodniku, jest najstarszych kościołem w Maramureș, którego początki sięgają XIV wieku. Pobliski cmentarz, choć nie tak ładny, jest równie "śliczny" (jeśli to dobre słowo żeby móc opisać nekropolię). Nad wszystkimi grobami sprawowały pieczę ręcznie rzeźbione drewniane krzyże. Wokół było mnóstwo świeżych kwiatów i jasno widać było, że pamięć o swoich zmarłych jest wyjątkowo silnym uczuciem w Maramureș. Drewniany kościół w Ieud jest cały wymalowany od środka, od ścian po sufit, przez lokalnego artystę.






W Ieud zatrzymaliśmy się też w pobliskim muzeum rodziny Ples. Bardzo sympatyczna starsza pani nauczyła nas wszystkiego o codziennym życiu kobiet w Maramureș - w szczególności o pracy oraz wychowywaniu dzieci. Niestety pani mówiła tylko po rumuńsku i choć znajomość tego języka oceniamy u siebie na zerową ;-) to udało nam się zrozumieć cześć łącząc francuski, niemiecki, włoski i angielski.

Jeszcze przed opuszczeniem wioski natknęliśmy się na... "czarną" procesję. Oczywiście nie byli to sataniści, a jedynie ludzie ubrani na czarno. Jeden z nich trzymał nawet parasol, pomimo tego, że świeciło przepiękne słońce. Niestety jeden z uczestników zapomniał o tradycji i nałożył niebieską koszulę wybijając się trochę z tłumu.




Czarno-"niebieska" procesja we wsi Ieud.



Poienile Izei

Następnym przystankiem było Poienile Izei, gdzie czekaliśmy przeszło godzinę na opiekuna, który przyniósł klucz do kościoła. Czekać jednak jest warto - malowidła wewnątrz ukazują bowiem jedne z najbardziej dramatycznych prezentacji piekła, które widzieliśmy w życiu.


Niestety zgody na zdjęcia wewnątrz kościoła nie dostaliśmy...


Barsana


Podczas gdy wszystkie dotychczasowe skarby UNESCO miały w sobie to poczucie tajemniczości, całkowicie rozczarował nas monastyr Barsana. Cały kompleks był jak wesołe miasteczko dla turystów. O wiele ciakawszy był drewniany kościół w centrum wioski. Różnił się od znacznie od pozostałych, ze względu na umiejętności artystyczne malarza, który zadbał o wymalowanie wnętrza. Powiedzmy tylko tyle, że... odznaczał się troszkę mniejszym talentem :-)



Monastyr Barsana wygląda magicznie na zdjęciach. Tutaj jednak jego zalety się kończą.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że wnętrze kościoła malowały miejscowe dzieci podczas zajęć z plastyki.

Wciąż głodni kolejnych wrażeń udaliśmy się do Budesti, by zwiedzić... drewniany kościół ;-) I był to pierwszy raz kiedy odbiliśmy się od potężnych drzwi i nikt nie pofatygował się żeby nas wpuścić do środka...





Na nocleg zarezerwowaliśmy hostel w Vadu Izei, wiosce leżącej nieopodal przejścia granicznego z Ukrainą - Sighetu Marmaţiei. Hostel Muntean ((http://www.hostelbookers.com/hostels/romania/sighet-marmatiei/59543/) nie odznaczył się niczym szczególnym, poza tym, że nie byliśmy w stanie przespać ani godziny mając za sąsiadów kibiców przeżywających mecz swojej drużyny do późnych godzin nocnych.

sobota, 29 marca 2014

Rumunia - Moldoviţa & Suceviţa & Rădăuți

Dzień 9




Jeśli myśleliście, że skarby Bukowiny zostały wyeksploatowane w poprzednim poście to jesteście w dużym błędzie. Ale zacznijmy od początku... Już chwaliłem pensjonat Valentina ale czuję się w obowiązku zrobić to jeszcze raz. Wstaliśmy wcześnie rano by nacieszyć się świeżym powietrzem oraz przepięknym widokiem z naszego okna. Ale gdyby nie fakt, że mieliśmy ambitne (jak zwykle...) plany na cały dzień, moglibyśmy spokojnie spędzić parę godzin więcej siedząc na naszym balkonie, nasłuchując dźwięków natury...



Widok z pensjonatu Valentina w pigułce.

video


Jak wspaniałe musi być życie krowy :-) No... przynajmniej ten mlecznej...


Putna


Kolejnym celem na trasie naszej wycieczki był monastyr Putna wraz z muzeum Bizantyjskim. Jak do tej pory było to najbardziej zatłoczone miejsce - częściowo dlatego, że była niedziela, więc mieszkańcy wioski wybrali się tutaj na mszę. Generalnie niedziela była najlepszym dniem na przejazd przez ten wiejski region, gdyż spotkaliśmy na swojej drodze setki ludzi ubranych w tradycyjne stroje idących do kościołów. To piękna tradycja, która wymarła w większości krajów, które do tej pory zwiedzaliśmy i niestety również w Polsce. Jednocześnie zapierające dech w piersiach krajobrazy Bukowiny - lasy, wzgórza, liczne zwierzęta składały się na niezapomniany dzień. 

Sama cerkiew niczym specjalnym nas jednak nie zachwyciła.



Jedne z ciekawszych zdjęć z monastyru Putna ;-)

W drodze na mszę świętą...







Rădăuți


Z Putny obraliśmy kierunek na Rădăuți, małe miasteczko słynne ze względu na... monastyr Bogdana. Godzinę nam zajęło szukanie cerkwi, ponieważ kierunkowskazy znacząco mijały się z radami, które słyszeliśmy od okolicznych mieszkańców. Odbiliśmy nawet raz na błotnistą drogę za miastem, by po 15 minutach jazdy w kurzu i po wertepach stwierdzić, że to chyba nie ten kierunek. Koniec końców, kościół okazał się najmniej ciekawym w całej Bukowinie... ;-)

Interesująca była za to miejscowość Marginea - stolica ceramiki i garncarstwa w regionie. Wraz z Agą odwiedziliśmy warsztat, w którym przeprowadzono nas przez cały proces powstawania wyrobów, od kształtowania do wypalania.



Chyba mnie coś swędzi... :D

Aga ćwiczy przed sceną do "Uwierz w Ducha" :-)




Suceviţa



100 kilometrów dalej, w Suceviţa, znów zachwyt i znów "gubimy" parę godzin gapiąc się w rozdziawionymi buziami na piękno i perfekcję. Niestety zdjęcia we wnętrzu monastyru były zabronione - tak jak i fotografia zakonnic ;-)






video


ZAKAZ WRĘCZANIA ZAKONNICOM APARATÓW ANALOGOWYCH!



Moldoviţa


Moldoviţa to już całkowicie inna historia. Monastyr był o tyle specjalny, że motywem przewodnim malowideł w jego wnętrzu było... ścinanie głów. Nie miałem pojęcia, że w biblii jest tyle przypowieści z takim tragicznym zakończeniem ;-) a w Mołdawicy były ich setki! Czasem freski przedstawiały ścięcie jednej głowy, a czasem grupowe ścięcia (taki mass cutting). Brr...

Kiedy tak siedzieliśmy wpatrzeni w malowidła, sprawdzając co parę minut czy aby mamy wszystko jeszcze na swoim miejscu, z monastyru wyszła zakonnica z... deską oraz młotkiem. Obeszła budynek dookoła robiąc przy tym trochę hałasu co parę kroków. Wyglądało to na rodzaj rytuału. Inna koncepcja to brak dzwonu w wieży cerkwi, a każdy orze tak jak może...







No to ciach!

Tzw. zupa apostolska ;-)


Kawał dechy dźwigany przez siostrę zakonną wokół monastyru.

video video


Warto tu jeszcze wspomnieć, że w drodze z Bukowiny do Maramures, znów napotkaliśmy wioskę z malowanymi fasadami domów. Tym razem jednak bez motywów kwiatowych, a z różnorodnymi wzorami - takimi jak zdarzało nam się malować w zeszytach między lekcjami w szkole podstawowej :-)



Rumunia to kraj koni. To wspaniałe zwierzę hodowane jest tu głównie w celach transportowych i pociągowych. Ich ilość mogliśmy liczyć w setki...

video


video video




Bukowina jak piękny sen... ale my jedziemy dalej...



Statiunea Bursa


Na nocleg wybraliśmy miejsce daleko i głęboko w górach, w okolicach Statiunea Borsa - kurortu narciarskiego, licząc oczywiście na piękne widoki. Nie mogliśmy się rozczarować bardziej. Bursa okazała się brudnym skupiskiem betonowych struktur...

A najgorszą z nich był nasz hotel... Przed krótką chwilę zastanawialiśmy się nawet, czy nie odjechać i zatrzymać się gdzie indziej, tracąc już zapłaconą opłatę, ale zdecydowaliśmy się zostać i odpocząć przed długą podróżą do regionu Maramures. Hotel nazywał się Paltinis (http://www.booking.com/hotel/ro/paltinis.pl.html?sid=400e394a1f5a4c129e01742940b243c4;dcid=1), a linka podaję specjalnie po to by Was czytelnicy przed nim ostrzec! 

Pokój sam w sobie nie był taki zły, choć rzecz jasna nie miał żadnego widoku, na który tak liczyliśmy jadąc w te okolice. Najgorsza była jednak obsługa. Już kiedy przyjechaliśmy na miejsce, w recepcji (a może barze - recepcji) siedział jeden chłopak i dwie dziewczyny. Pili w najlepsze alkohol i palili sobie papierosy. Ciężko było dotrzeć do pokoju nie przesiąkając dymem. Nie usłyszeliśmy żadnego powitania oprócz krótkim burknięć w momencie wydawania klucza. Niewiele później dosiadło się do nich więcej osób i zaczęła się regularna impreza. Niebezpiecznie stało się samo wychodzenie z pokoju ;-)

Nie pamiętam tak szybkiego "Check-Out'u" jak następnego dnia rano ;-)

czwartek, 27 marca 2014

Rumunia - Probota & Voroneț

Dzień 8




Gdy już zostawiliśmy za sobą smutne Jassy od razu poczuliśmy się lepiej. Słońce taak jakby zaświeciło mocniej odstraszając  ciemne chmury, które ciągnęły się za nami poprzedniego dnia. Byliśmy bardzo podekscytowani Bukowiną, jako, że już wcześniej mieliśmy szansę oglądać "zajawki" malowideł na tutejszych monastyrach. Wcześniej jednak wydłużyliśmy sobie drogę i pojechaliśmy co Cotnari - winnice, które pamiętają XV wiek i należą do jednych z najsłynniejszych tego typu miejsc w Rumunii. Niestety, poza wycieczką wzdłuż wioski oraz pomiędzy ciągnącymi się aż po horyzont krzaczkami winogron, nie udało nam się odnaleźć żadnego lokalnego sklepu by spróbować wina. Wielkie rozczarowanie, szczególnie mając doświadczenie z wizyt we Francji czy w Italii.



Dumne logo, ale wokół nikogo kto mógłby nas zabrać na "winną" wycieczkę. Szkoda...

Najpopularniejszy wciąż środek transportu w Rumunii.

Niedługo potem zatrzymaliśmy się znów by obejrzeć niedawno wybudowaną przydrożną cerkiew. To co widać na zdjęciach będzie zapewne wspaniałym zabytkiem za kilkaset lat. Byliśmy zachwyceni! Ściany wewnątrz były pełne malowideł, a ławy i inne meble zostały ręcznie wyrzeźbione. Jasno widać było, że włożono tutaj dużo czasu, pracy oraz serca.




Stworzona na wzór malowanych monastyrów Bukowiny cerkiew to małe dzieło sztuki.




Jazda ekonomiczna na skuterze ;-)


Probota


Całkowitą odmianę stanowił już monastyr Probota. Warto tu zajrzeć, chociażby dlatego, że pomija go większość przewodników, więc nie ma turystów. Na miejscu przywitał nas całkowicie pusty parking. Jest to o tyle dziwne, że cerkiew wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Polecam zajrzeć na stronkę:
http://www.romanianmonasteries.org/bucovina/probota

Monastyr być może nie jest tak onieśmielający na zewnątrz jak pozostałe piękności w regionie, ale za to rekompensuje czas poświęcony na jego odwiedziny fantastycznym wnętrzem. Większa część malowideł na ścianach została odnowiona, więc można podziwiać je w całej okazałości (a nawet zrobić jedno czy dwa zdjęcia, gdy zakonnica nie patrzy). W przyklasztornym ogrodzie ciekawe są również ruiny oraz wejście do podziemnych katakumb.


Nie mieliśmy specjalnych problemów z parkowaniem...

Czujne oko zakonnicy nie wyłapało mnie robiącego zdjęcia (rzecz jasna, bez flesza). Wnętrze Proboty jest chyba jednym z najładniejszych jakie mieliśmy okazję zobaczyć.



video video


Jeśli jakaś rumuńska wieś mogła by wziąć udział w plebiscycie na najpiękniejszą wioskę na świecie, to musiałaby to być Brăieşti, który odkryliśmy jadąc w stronę miejscowości Humor. Prawie każdy dom był tutaj wymalowany w motywy kwiatowe. Wszystkie były jednak ozdobione w inny sposób, także nie sposób było wskazać dwóch identycznych. Zresztą, wymalowane nie były jedynie domy, a również stodoły oraz bramy. Wzdłuż drogi, dumni mieszkańcy - artyści sprzedawali kilogramy ziemniaków, które najwyraźniej są tutaj podstawą biznesu.




Wstyd by było mieszkać wśród tak pięknie pomalowanych domostw i odpowiednio nie dostosować się do nich strojem.



Voroneț


Następnym monastyrem, który mieliśmy okazję odwiedzić był Voroneț, ze swoim słynnym freskiem Sądu Ostatecznego (właściwie to chyba każdy z nich ma swój własny Sąd Ostateczny, ale jakoś akurat ten jest najbardziej znany). Największe wrażenie robi poziom szczegółów każdego pojedynczego fresku. Złapaliśmy się na tym, że siedzieliśmy pół godziny przed jedną z bocznych ścian starając się zrozumieć całość zapisanej na niej historii.

Freski pokazujące sceny z Pisma Świętego miały przede wszystkim walor edukacyjny. Był to sposób na szerzenie religii i jej przekazu wśród nieznających pisma.






video


Znaleźliśmy też chwilę by wpaść z wizytą do... mamy jednej z naszych koleżanek z pracy ;-) Było to o tyle bardziej interesujące, że ma ona polskie korzenie. Zresztą we wsi Cacica (Kaczyka), obok której mieszka znajduję się wiele polskich akcentów. Jest tu więc polski, chrześcijański kościół oraz kopalnia soli wybudowana przez polskich górników przybyłych w te okolice z Bochni oraz Wieliczki pod koniec XVIII wieku.



Stuletni polski kościół w samym środku Bukowiny...

"Nasza" kopalnia soli!






Nie byłoby tu wystarczająco dużo miejsca by opisać wszystkie cerkwie, które widzieliśmy tego dnia. Zresztą przecież nie planuję stworzyć przewodnika. W skrócie - wybraliśmy się jeszcze do Arbore oraz Humor (rzut kamieniem od pensjonatu w którym spaliśmy). Wieczorkiem czekał na nas jeszcze miły odpoczynek na balkonie pensjonatu Valentina (http://www.booking.com/hotel/ro/valentina-manastirea-humorului.pl.html) po zjedzeniu przepysznej kolacji przygotowanej przez naszą gospodynię. Nasz pokój mógł pochwalić się perfekcyjnym wręcz widokiem na... las oraz pola pełne owiec oraz kilku zagubionych krów. Idylla, po długim dniu zwiedzania :-)


Monastyr Humorului otoczony różami...

Czyżby Sąd Ostateczny?

Strażnik parkingu na posterunku.


Znamienne dla krajobrazów Bukowiny...

Na drodze często tworzyły się duże korki...