niedziela, 22 czerwca 2014

Sycylia - Palermo czyli... skutery są wszędzie!


Czym innym jest podróżowanie po autostradach, a czym innym jazda po centrum miasta na Sycylii. Dlatego też ten post rozpocznę nietypowo - kontynuując mój cykl praktycznych porad dla zmotoryzowanych, którego tematem tym razem będą skutery. Poniżej przegląd najważniejszych punktów kodeksu - skrócony specjalnie dla Was.

Punkt 1: Kierowcy skuterów winni stosować się do ogólnych zasad zawartych w kodeksie drogowym
Punkt 1a: W przypadku gdyby stosowanie się do kodeksu powodowało utrudnienie lub spowolnienie podróży, dopuszcza się jego całkowite ignorowanie


Można odnieść wrażenie, że Palermo to taki... "zmotoryzowany Amsterdam", gdzie zamiast rowerów głównym środkiem transportu jest skuter. Oprócz wątpliwych walorów ekonomicznych (gdzie ten kryzys...?) oraz ekologicznych, jeden skuter może narobić tyle hałasu co całe Aleje Trzech Wieszczów w Krakowie...

Efekty takiego postawienia sprawy można zaobserwować niemal natychmiast po przekroczeniu granicy starego miasta. Wszechobecny chaos i hałas towarzyszył nam przez całe 3 kilometry (czyli mniej więcej 45 minut...), które musieliśmy pokonać by dostać się w okolice naszego Bed & Breakfast. Na dobry początek, Palermo wywołało więc paniczny strach w oczach Agi oraz wyraźnie zaniepokoiło moją kartę kredytową, która gwarantowała zwrócenie naszej Pandy w stanie nienaruszonym. Wszystko czego nauczyłem się dotychczas, jeśli chodzi o jazdę samochodem, należało zrewidować, zresetować i a lekcje rozpocząć od podstaw. Teoria okazała się kompletnie nie przydatna. Nadrzędna zasada mówi bowiem o absolutnym pierwszeństwie skuterów oraz pieszych nad samochodami - niezależnie od strony jezdni, niezależnie od znaków, czy niezależnie od sytuacji. Nie wystarczą "oczy z tyłu głowy", w Palermo trzeba być niczym mityczny Światowid i mieć na uwadze, że zagrożenie może przyjść (przepraszam... nadjechać... a raczej - NADJEDZIE) dosłownie z każdej strony. 

Żebyście drodzy czytelnicy mogli poczuć tego namiastkę, wyobraźnie sobie jazdę po zatłoczonym skrzyżowaniu w centrum Warszawy podczas gdy wszyscy inni użytkownicy ruchu to karetki pogotowia. Do dzieła! :-)

Tymczasem ja postaram się przekazać Wam co warto, a czego nie warto zobaczyć w Palermo.



Pomimo zielonego światła na przejściu dla pieszych, wolimy podejść do sprawy ostrożnie ;-) Skuter może nadjechać ze strony prawej, lewej (prawym lub lewym pasem...) lub wraz z nami przez przejście. Na zdjęciu Piazza Politeama z teatrem z końca XIX wieku.

Gdy już udało się zaparkować samochód na jednej z zatłoczonych uliczek Palermo, zdecydowaliśmy się nie ruszać go do momentu wyjazdu... Całe szczęście, że kierowcy parkujący bezpośrednio obok nas podjęli tą samą decyzję ;-) Na porządku dziennym jest bowiem "przestawianie samochodów" w celu utorowania sobie drogi wyjazdu...

Tesori della Loggia to prawdziwe "ukryte klejnoty Palermo" - jak przeczytaliśmy w naszym niezastąpionym przewodniku. Ukryte były one faktycznie bardzo dobrze, gdyż do zabytku nie prowadził nawet najmniejszy drogowskaz, a mijani przez nas mieszkańcy z powątpiewaniem kręcili głowami, zastanawiając się czegoż to mogli by w tym rejonie szukać turyści. Podejrzane uliczki, wskazujące raczej na aktywną działalność artystów ulicznych, aniżeli barokowych mistrzów, bardziej zniechęcały niż wzbudzały naszą ciekawość. Klejnotów również nie udało nam się odnaleźć, chyba, że autor kreatywnie przyrównał je do ceny, którą należało zapłacić za bilety wstępu. Tesori della Loggia okazały się być małą wystawą płaskorzeźb barokowych urządzoną w pomieszczeniach przypominających wymiarami szkolną salę gimnastyczną. Podejrzewam, że wielością form, kształtów oraz perfekcją wykonania, owe płaskorzeźby mogłyby zachwycić większość zwiedzających, ale choć piękne, to zdaje się to nie do końca to, co zachwyca nas :-)


Jak to określiła Aga - "Ładniejsze płaskorzeźby są w kościołach w Krakowie". W lewym, dolnym rogu wczesne, pierwsze próby z zastosowaniem technologii 3D ;-)


"Poniosła owca razy kilka, ponieśli i owcę...". Parząc na pełny zadumy pysk tejże, odnoszę wrażenie, że artystę też poniosło :-)


Opuncja zdecydowanie wygrywa z barokiem różnorodnością form, niepowtarzalnością wykonania oraz przede wszystkim - paletą barw :-)

A tymczasem Palermo nareszcie dało nam zasmakować klimatu, na który liczyliśmy przylatując na Sycylię. Słońce zaświeciło z podwójną siłą i skutecznie wybiło nam z głowy dalekie spacery. Całe szczęście, że wszystko co najbardziej interesujące znajdowało się blisko...


Już po bliskich spotkaniach z barokiem, zaczęliśmy szukać wokół nas śladów ukochanego średniowiecza. Katedra (Cattedrale Metropolitana della Santa Vergine Maria Assunta) okazała się być trafnym strzałem, gdyż zawiera w sobie fragmentu praktycznie każdego stylu architektonicznego począwszy od XI do XVIII wieku ;-) Wewnątrz między innymi katakumby ze wspaniale udekorowanymi grobowcami książąt, biskupów i kardynałów.

Palmy przypominają nam raz po raz, że od Afryki dzieli nas nie więcej niż 150 kilometrów.


Jak jeszcze byłem mały i zwiedzałem groby na Wawelu to zawsze zastanawiałem się nad taką kwestią... skoro ten Pan leży na na górze, to co znajduje się w tej wielkiej kamiennej trumnie?

"Wszystkiego po jednym poproszę ;-)"


Quattro Canti - pełne samochodów oraz dorożek skrzyżowanie głównych ulic Palermo z pięknymi choć trochę zbyt lubianymi przez gołębie kamienicami ;-)

Fontana Pretoria nazywana fontanną wstydu ze względu na śmiałą nagość posągów.





Prawdziwy skarb czekał na nas na Piazza Bellini. XII-wieczna Martorana (kościół Santa Maria dell'Ammiraglio) nie bez powodu uznana została za najpiękniejszą budowlę świata przez arabskiego podróżnika i poetę Ibn Jubayra (już na przełomie XII i XIII wieku). Największe wrażenie zrobiły na nas oczywiście mozaiki, ale niezwykle ciekawe było ich zestawienie z freskami, które pokrywały nowszą część kościoła. Było to miejsce niezwykłe, fascynujące... wręcz magiczne. Jak gdyby przejść przez niewidzialną zasłonę do innego, lepszego świata pełnego czarów i cudów. Zresztą... również cudem udało nam się dostać do środka. Weszliśmy bowiem jako ostatni (!) zwiedzający na parę minut przed zamknięciem. Na szczęście nikt nie wpadł na pomysł by nas wyganiać, bo definitywnie wychodzić nie mieliśmy zamiaru...


Takiego wejścia do nieba nie powstydziłby się sam Święty Piotr.






Po wyjściu z kościoła, przywitała nas na ulicach Palermo grobowa cisza - zamknięto sklepy, restauracje, a nawet kawiarnie (żeby w środku dnia nie można było napić się kawy...?). Zniknęła większość samochodów, a co najważniejsze wreszcie można było usłyszeć własne myśli, nie musząc intensywnie szukać ich wśród hałasu skuterów.

Moim skromnym zdaniem, włoska przerwa obiadowa to gwóźdź do trumny kraju, który zmaga się z kryzysem. Co ciekawe sjesta powołana ze względu na popołudniowe upały obowiązuje również w zimie ;-) Część sklepów otwarta jest od 10-13:00 oraz 15:30-18:00, czyli jak łatwo obliczyć... 5,5 godziny! Restauracje często otwiera się jedynie na kolację (od 20:00), a jednego dnia w tygodniu nie otwiera się ich wcale. Zamknięte są stacje benzynowe - co u nas jest nie do pomyślenia. Na szczęście, O ILE DZIAŁA AUTOMATYCZNA KASA, tankować można...



Korzystając z chwili sjesty, przenieśmy się na moment do Indii ;-)Palermo dorabia się własnych tuk-tuków :-)

Kraj, w którym spełniają się marzenia. Gdzie nawet zwykły kiosk może stać się pałacem :-)
  

Bezrobocie to problem całej Europy. Rezygnacja ze sjesty mogłaby je na Sycylii skutecznie ograniczyć! No ale... po co pracować, skoro można nie pracować...


Jak Aga wejdzie na bloga to wymyśli jakiś ciekawy podpis pod tym zdjęciem :-) Na ten moment to ja widzę od góry - watę cukrową, gruszkę i kaktusa!


Jeśli na zwiedzanie Palermo macie tyle czasu co my, czyli cały jeden dzień (co w zupełności wystarcza) to oprócz Martorany swoje kroki powinniście skierować ku Palazzo dei Normanni, siedzibie Sycylijskiego parlamentu. Co prawda większa jego część jest przeważnie zamknięta i mogą ją podziwiać jedynie posłowie, ale jego skarb czyli Capella Palatina to najwspanialszy klejnot tego miasta, którego nie wolno przegapić...


Gdzieżby można ustanowić siedzibę parlamentu, jeśli nie na wspaniałym, średniowiecznym dworze. To trochę jak gdyby z Wiejskiej nasi parlamentarzyści przenieśli się na Wawel ;-)

Capella Palatina objęta szczególną ochroną. Nie prześlizgnie się ani mysz, ani turysta w szortach...



Głównym motywem mozaik są historie ze Starego Testamentu. I najwidoczniej w tych czasach krowy nie były ani o cal większe od owiec ;-)



Na pustych uliczkach Palermo zbyt wiele do roboty nie ma, więc trzeba bawić się tym co jest...

Niegdyś bardzo popularne teatry marionetek, teraz są głównie atrakcją turystyczną, tak jak i liczne warsztaty, gdzie można samemu podpatrzeć proces tworzenia dzieł.





Dzień kończy kolacja w restauracji Le Delizie di Cagliostro, która odznaczyła się głównie starym, stylowym wnętrzem. Jedzenie nie do końca się chyba dopasowało ;-)  Naszą uwagę zwraca też kelner, który kręci się po całej sali bez widocznego celu, a któremu wszyscy inni wydają coraz to nowe polecenia. Szkoda, że w międzyczasie nie dostrzega żadnych gości ;-) Nasz wybór na wieczór był co prawda inny, ale długa i odważna wyprawa wgłąb "mniej atrakcyjnej" dzielnicy miasta zakończyła się na zamkniętych na cztery spusty drzwiach trattorii.


Podpis na gramofonie nad rysunkiem pieska brzmi: "His master's voice" :-) Wielka szkoda, że to tylko eksponat; Wnętrze restauracji "Le Delizie di Cagliostro".


Moja ostatnie refleksja jest taka, że w Palermo nie sposób zasnąć... można by powiedzieć, że mieszkańcy żyją tutaj "od posiłku do posiłku", bo po kolacji ulice znów zapełniają się, a swój późno wieczorny koncert rozpoczynają silniki skuterów. Na szczęście jesteśmy zmęczeni. Zbyt zmęczeni by się tym przejmować :-)


Widok z B&B "Porta di Castro", centrum Palermo. Właściciel parkuje za nas samochód i wynosi nam bagaże po niekończących się schodach do naszego pokoju (w górę i...w dół). Następnego dnia czeka na nas znakomite śniadanie z owocami, wędlinami oraz croissantem z ricottą.

wtorek, 10 czerwca 2014

Sycylia - Monreale & Riserva Naturale dello Zingaro czyli... ukojenie duszy


Poranek z Scacciapensieri okazał się dla nas łaskawy. Kiedy przez nasze małe, drewniane okienko wpadły pierwsze promienie sycylijskiego słońca wreszcie poczuliśmy, że wakacje się rozpoczęły. Szumiące w oddali morze kusiło kąpielą i wizją leniwego odpoczynku na kamienistych plażach. Idyllę przerwały chmury żwawo pędzące w naszą stronę z... Erice ;-) Wenus uznała widocznie, że jedno wzgórze jej nie wystarczy i należy welonem przykryć całe wybrzeże... 

Nie pozostało nam nic innego jak spróbować uciec jak najdalej, więc wbrew naszym pierwszym planom zabraliśmy się za zwiedzanie okolicy.


Pioppo, mała miejscowość nieopodal Palermo. Adze, nie wiedzieć czemu kojarzyła się nieodparcie z sycylijską mafią. Dla mnie był to pierwszy poważny test jazdy po wąskich wyspiarskich drogach... Zdjęcie pokazuje, jak łatwo jest tutaj o "czołówkę" :-)




Piękno i majestat katedry w Monreale można porównać jedynie do Akwizgranu (Aachen) w Niemczech (a to wystarczająca rekomendacja, gdyż niemiecki kościół został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako jeden z trzech pierwszych obiektów w Europie). Wnętrze, pokryte niemal w całości mozaikami ilustrującymi sceny ze Starego Testamentu, zrobiło na nas piorunujące wrażenie - tak wielkie, że spędziliśmy w katedrze kolejną godzinę z głowami zwróconymi w stronę sufitu próbując po kolei rozszyfrowywać zawarte w nich historie. I pomyśleć, że wejście do jednego z nielicznych, na prawdę wartych uwagi kościołów na Sycylii było bezpłatne ;-) Cóż - akurat w tym przypadku chętnie byśmy kupili bilety...


Bardzo niepozorny plac katedralny kryje prawdziwy skarb - najwspanialszy przykład architektury Normańskiej na Sycylii oraz prawdopodobnie jedno z najwspanialszych dzieł średniowiecza na terenie Italii.

Podejrzewam, że Normanowie musieli być wyjątkowo dużego wzrostu ;-)






Przylegający do katedry klasztor może pochwalić się pięknymi krużgankami. To miejsce przenosi nas jeszcze dalej na południe, za morze... do krajów arabskich i budzą się wspomnienia wspaniałej architektury w Maroko.

Wyobraźcie sobie, że każda kolumna jest inna, ma inny kształt, inne rzeźbienia... obejście dookoła krużganków to podróż przez całe piętra galerii sztuki. Autentyczna podróż dostarczająca niezapomnianych wrażeń. Postacie z historii oraz religii,  dzikie zwierzęta oraz te fantastyczne, z bajek i podań wlepiają wzrok w zwiedzających chowając się za fantazyjnymi kompozycjami kwiatów (za dużo słucham Agi chyba...)

"To jest woda, woda służy do mycia rąk, więc proszę umyć, bo strasznie ma Pan brudne..." ;-) Szczerze mówiąc nie wiem co dokładnie chciała mi przekazać miła Pani, którą spotkaliśmy wewnątrz klasztoru... dla świętego spokoju umyłem ręce według instrukcji...

Dokładnie taki trawnik jest naszym tegorocznym celem ogrodowym. Niestety nasze doświadczenie w zakładaniu owego trawnika nie sięga XI wieku jak w Monreale...





Przy wyjściu z katedry przywitały nas tłumy ludzi - spieszących do pracy i z pracy (w końcu już było po 12:00), siedzących leniwie na ławkach i fontannach (bo cóż dorosły Włoch mógłby robić w pracujący dzień) czy urządzających dyskotekę przez otwarte szyby samochodów - Włochy, kraj, w którym zawsze jest czas na przerwę, na sjestę, na JEDZENIE, na wszystko... nastrój dookoła idealny na wakacje, bo iście... wakacyjny :-)

Jeszcze kubek doskonałego soku ze świeżych, krwiście czerwonych pomarańczy, rzut oka na majaczące w oddali Palermo (jeszcze tu wrócimy..) i można było ruszać dalej.


Morze widać prawie z każdego miejsca na Sycylii, dalej lub bliżej - czuć jego bliskość, tak jak często czuć zapach świeżych owoców morza.


Cóż, nie każdy pomysł na reklamę restauracji jest udany i musi wypalić. Ewidentnie sztuczny osioł i jakże wybitnie oryginalna nazwa lokalu nie zachęca zbyt wielu gości ;-)

Pomarańcze to chluba Sycylii - niestety te najlepsze, czerwone, praktycznie nie do dostania w Polsce :-(

Podstawowym wyznacznikiem wakacji moich i Agi jest jeżdżenie samochodem tam i z powrotem. Jak widać na załączonej powyżej mapce ominęliśmy więc nasze tymczasowe lokum i za radą Valentiny i Antonio udaliśmy się na północ, w stronę Scopello, a wzdłuż niezwykle malowniczego wybrzeża. Chmury zdawały się pokrywać śnieżną pierzyną cały horyzont, dając odetchnąć jedynie statkom i jachtom zacumowanym w porcie Castellammare del Golfo. Z góry, to dość senne miasteczko nabierało nieznanego wcześniej uroku. W przeciwieństwie do naszego ulubionego Erice, które pod ową pierzyną najwidoczniej planowało spędzić kolejne dwa tygodnie.




Scopello samo w sobie okazało się małą wioską z jedną główną ulicą, widokiem na morze i nieproporcjonalnie wielkim parkingiem przy głównej bramie. Dla nas było jedynie przystankiem na naładowanie baterii (czytaj: obiad) przed wycieczką do rezerwatu przyrody.


Takie dzieła sztuki znajdywaliśmy w KAŻDYM mieście na Sycylii - gdyby sfotografować wszystkie wyszłaby z tego świetna galeria. Nic tylko zagospodarować jeden z kościołów w okolicy i zacząć sprzedawać bilety ;-)



Ristorante Il Baglio, po lewej stronie: Pappardelle Fior di Mare z jeżowcami, krewetkami, małżami i kremem pistacjowym oraz Casarecce Alla Tonnara Di Scopello z miecznikiem, bakłażanem i miętą. Po prawej stronie: to co z tego zostało ;-) A sos został na talerzu tylko i wyłącznie dlatego, że chleb skończyliśmy jeść jeszcze przed podaniem drugiego dania...

Na deser, tym razem, zamiast ciastek z migdałami postaraliśmy się o coś dla duszy. Żołądki zresztą mieliśmy już pełne, a szczerze mówiąc jest dla nas do tej pory nieodkrytą tajemnicą w jaki sposób przeciętny Włoch jest w stanie włożyć w siebie przystawkę (Antipasto), makaron (Primo piatto), danie główne (Secondo piatto) i deser... 

Wisienką na torcie była wyprawa do Riserva Naturale dello Zingaro - najstarszego parku krajobrazowego Sycylii, który powstał na fali pokojowych protestów przeciwko budowie drogi wzdłuż wybrzeża łączącego Castellammare del Golfo z San Vito Lo Capo na północy cyplu.Dalsza wycieczka po wyspie pokazała nam później, że nie każdy region miał niestety tyle szczęścia i wielu zniszczeń dokonanych w imię rozwoju już nigdy nie uda się naprawić. 

Spacer po parku był długo wyczekiwaną chwilą wytchnienia. Za każdym wzgórzem (na które najpierw trzeba było się wspiąć) czekał na nas nowy widok i nowe wrażenia. Byliśmy tak zachwyceni, że wdepnęliśmy po drodze w sam środek błotnistego bagna :-) To był ten moment gdy zaczęliśmy zastanawiać się dlaczego tak właściwie w naszej Pandzie wypożyczalnia nie zadbała o dywaniki pod siedzeniami... cóż... nie był to nasz problem.


Raz było słonecznie, raz padał deszcz. Z parku uciekliśmy w samą porę, ale co udało nam się zobaczyć to nasze.

No i kwiaty... czy wspominałem już, że Aga lubi kwiaty? Te cztery małe roślinki pod spodem to jedynie wycinek z wielkiego albumu, który zapewne niedługo pojawi się na blogu mojej lubej ;-)


Patrząc na te zdjęcia nie trudno uwierzyć, że niektóre gatunki kwiatów występują JEDYNIE tutaj...

Niczym w norweskich fiordach morze wcina się w ląd - może nie tak głęboko ale równie spektakularnie. Gdzieniegdzie piaszczyste plaże - niestety, o tej porze roku, z lodowatą wodą.

Wieże, wieże... jakoś przywołują na myśl Korsykę, bo pozostają dla mnie jednym z jej symboli.


Sztuka kamuflażu to nie taka prosta sprawa, ale raz na trzy razy się udaje dostosować kolor idealnie do otoczenia. Kameleon byłby dumny ;-)

Na "prawie koniec" tego posta (nie na koniec - na koniec zawsze będzie pyszna kolacja!) postanowiłem rozpocząć cykl praktycznych porad dla zmotoryzowanych. Raczej może takie kompendium wiedzy - przewodnik po zasadach ruchu drogowego na Sycylii. Sądzę, że to ważny temat, dlatego nie chciał bym by zdobyte w bólach doświadczenie zostało zapomniane.

Na dobry początek - parkowanie... tutaj kodeks postępowania jest bardzo prosty:

Punkt 1: Parkowanie dozwolone jest jedynie na oznaczonych miejscach postojowych (niebieskie lub białe linie). 
Punkt 2: W razie braku dostępnych, oznaczonych miejsc, dopuszcza się parkowanie na chodnikach, o ile nie utrudnia się przy tym przejścia pieszym
Punkt 2a: Jeśli nie jest możliwe pozostawienie przejścia dla pieszych, dopuszcza się jego całkowite zablokowanie
Punkt 3: W razie braku miejsca na chodnikach dopuszcza się parkowanie na jezdni, na pasie ruchu przylegającym do chodnika, o ile nie powoduje to utrudnień w ruchu drogowym
Punkt 3a: W razie gdy nie ma innych miejsc, dopuszcza się spowodowanie utrudnień w ruchu drogowym
Punkt 4: W razie braku jakichkolwiek wolnych miejsc wyszczególnionych w punktach 1,2 oraz 3 - dopuszcza się zatrzymywanie oraz parkowanie samochodu gdziekolwiek

Z zadowoleniem muszę przyznać, że Sycylijczycy znają powyższe zasady niemalże na pamięć i stosują się do nich w każdej sytuacji i bez wyjątku. Ilustruje to najlepiej poniższy obrazek:


Czwarty punkt przytoczonego przeze mnie kodeksu jest najbardziej rygorystycznie przestrzegany i respektowany przez kierowców na Sycylii.


Wieczorem znów jedyną opcją na ciepły posiłek było dla nas Castellammare del Golfo. I kiedy, po kolejnym, dwukrotnym przejściu miasteczka wzdłuż i wszerz byliśmy już całkowicie pewni, że nie odkryjemy tutaj niczego nowego, zwabił nas śmiech i hałasy dobiegające z małej pizzerii nieopodal. Miejsce o nazwie Mon Amour okazało się być, naszym zgodnym zdaniem, najbardziej kreatywną pizzerią na świecie. Wśród niezliczonych rodzajów pizzy (dobra, zliczonych - 179 rodzajów) można było odnaleźć również pizzę z... frytkami ;-) Szaleństwo uzupełniała "galeria" butelek po szampanie i coca coli, ozdobionych kolorowymi plastykowymi kamyczkami - perfekcyjna robota, jedynie dla cierpliwych.



Mon Amour ratuje honor Castellammare del Golfo i zawstydza dość przeciętne restauracje w okolicy. Palce lizać!