piątek, 17 kwietnia 2015

Niemcy - Nürnberg, Bamberg, Rothenburg ob der Tauber... Najbrzydszy (wielkanocny) zając świata

Rothenburg ob der Tauber - w tym bajkowym miejscu, w którym zatrzymał się czas, my zatrzymaliśmy się tylko na dwa dni. Nie sposób bowiem konkurować z czasem...



W naszym tournée nie może zabraknąć Norymbergi, ani Bamberg - podobno jednej z najładniejszych miejscowości w Niemczech. Z tego powodu kierujemy się na wschód i nadkładamy blisko 300 kilometrów.

Niewiele w Norymberdze pamięta czasu średniowiecza - niegdyś ważne centrów handlowe, łącznik Rzymu z Europą Północną oraz jedno z największych miast końca XIV w. Norymberga została doszczętnie zniszczona przez naloty aliantów podczas II Wojny Światowej. Jakże musiało być tutaj pięknie, skoro również dziś "stare" miasto ma tyle do zaoferowania.

Pośród tuzinów pieczołowicie odbudowanych domów wznoszących się na hektarach kostki brukowej (tym samym Panie zachęcam do zaopatrzenia się w adidasy...) wyrastają liczne, zadziwiające oryginalnością fontanny. W głębi miasta za to należy mieć się na baczności, bo grasuje tam chyba najbrzydszy zając świata...

Oto Norymberga:

Brakuje jedynie klientów i zapachu mięsiwa - ale to zapewne dlatego, że jest dopiero 8 rano.. Do Norymbergi wybraliśmy się bowiem przed śniadaniem.

Zniszczone kamieniczki odbudowane z godną Niemców solidnością i estetyką, której tak brakuje na większości ulic np. Krakowa :/

Kościół Św. Wawrzyńca (St. Lorenz-Kirche) - monumentalny przykład architektury gotyckiej.

Wciąż ukrywając się przed zającem, polecam odszukać Ehekarussel, czyli Karuzelę Małżeńską. Wzniesiona tutaj 30 lat temu przez Jürgena Webera fontanna przedstawia sceny z małżeńskiego życia (za utworem Hansa Sachsa "Słodko gorzkie życie małżeńskie") - trochę ku przestrodze, trochę ku refleksji, a z pewnością powodując salwy śmiechu i... zgorszenia na twarzach odwiedzających to miejsce.


Mieszkańcy Norymbergi zarzucają fontannie, że szpeci miasto. Absolutnie nie możemy się z tym zgodzić - nas zachwyciła (nawet pomimo tego, że jesteśmy małżeństwem).

Ewidentnie tej sceny ze swojego pożycia małżeńskiego nie poznaję ;-)


Skłóceni również po śmierci, a mimo wszystko wytrwali razem całe życie...

Pierwsze lata... :-)






Tutaj mieszkał (a przynajmniej w tym miejscu) najwybitniejszy artysta niemieckiego renesansu - Albrecht Dürer -  nazywany Leonardo Da Vinci północy (głównie przez Niemców rzecz jasna).


Młody "The Walking Dead" zając w hołdzie Dürer'owi. Makabryczny widok - Aga nie uśmiechała się już do końca dnia (co bardzo dokładnie widać na zdjęciu...).

A to oryginalny "Młody zając" - znajdź 3 podobieństwa ;-)



Schöner Brunnen - dawna studia miejska i najbardziej rozpoznawalna atrakcja Norymbergi. Oczywiście nie oryginał - od 1912r.  na rynku stoi kopia wieżycy, która została dodatkowo pomalowana w celu uwydatnienia szczegółów.

Ostatnia na mojej skromnej liście jest Fontanna Cnót - alegoria siedmiu postaci kobiecych - sprawiedliwości, miłości, nadziei, wiary, odwagi, umiaru i cierpliwości - w której woda tryska... z kobiecych sutków.


Następnym przystankiem tego dnia było uznawane za jedno z najpiękniejszych miast w Niemczech - Bamberg - w którym odnaleźć można zabytki z niemal każdego stulecia jego ponad 1000-letniej historii. Aż tyle jednak nie widzieliśmy, bo mieliśmy czas jedynie na krótki spacer.



My :) Na tle stary ratusz w Bambergu.


Katedra Św. Piotra i Jerzego to jedyne na północ od Alp miejsce spoczynku papieża (Klemens II).


Bajeczne pałacowe ogrody z monumentalnym widokiem na miasto. Sceneria niczym z Alicji z Krainy Czarów.



Wyjątkowo skusiła nas tym razem włoska trattoria - Casa Italia oraz smakowite makarony. Moja recenzja TUTAJ.




Wieczorem, słusznie zmęczeni po całym dniu zwiedzania, wracamy do miasteczka Rothenburg ob der Tauber - z pewnością najpiękniejszego z nich wszystkich - ale jednocześnie miejsca, które poza uroczą architekturą ma niewiele do zaoferowania przybyłym.

Dość powiedzieć, że największą atrakcją jest tutaj sklep z artykułami... bożonarodzeniowymi! Käthe Wohlfahrt Weihnachtsdort to supermarket oraz muzeum w jednym, gdzie za astronomiczne ceny można kupić dosłownie wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z okresem świątecznym - oraz o wiele więcej rzeczy, które wspólnego ze świętami nie mają nic...




Nie wiem skąd wziął się pomysł sań i reniferów. Od dawna wiadomo, że Św. Mikołaj był postępowy i jeździł zabytkowym autobusem, wożąc prezenty na niezwykle pakownym dachu.


Głowy sobie urwać nie dam, ale małpa na balkonie to chyba Donkey Kong ;-)

Oto przez Wami świąteczna Panda oraz gwiazdkowy zad Kermita podczas bożonarodzeniowego obrzędu czyszczenia miejskiej kanalizacji. Coraz bliżej Święta, coraz bliżej święta...


To była bardzo długa noc... Nie wszystkim młodym udało się zawczasu wyjechać z sennego miasteczka w poszukiwaniu pracy. Dla tych, którzy zostali perspektywy są co najmniej skomplikowane...

Poza murami miasta krajobraz prawdopodobnie przypomina ten, którego świadkami byli nasi pra-dziadkowie. Może oprócz tej drogi przy prawej krawędzi zdjęcia...


Niemieckie miasta pełne są piekarni z iście delikatesową ofertą. Hitem wśród miejscowych są "kule śnieżne" - Schneeballen - polane czekoladą lub lukrem ciastka o wiadomym kształcie.

Klasyka niemieckich pocztówek - wypisz, wymaluj oprawka przewodnika Lonely Planet (poważnie - sprawdźcie!)

Swego czasu Aga bardzo narzekała na brak drzew w miastach - Niemcy wpadli na znakomity pomysł jak, zachowując odpowiednie miejsce na chodniku, wpuścić między mury Rotherburg'a trochę zieleni.

A to miejsce zaklepaliśmy sobie na kolację na następny dzień :-) Zdjęć nie ma, bo w środku było strasznie ciemno.. Luźna interpretacja nazwy "Hell" zobowiązuje :-)

Nie polecę tym razem żadnego hotelu ani hostelu, bo tej i poprzedniej nocy korzystamy z uprzejmości Anny, którą poznaliśmy przez Couchsurfing :-)