piątek, 1 maja 2015

Niemcy - Maulbronn, Speyer, Heidelberg... W krainie klasztornych smoków


Ulubione, jak dotąd, zdjęcie mojego kota. Dumny Heidelberg z mysiej perspektywy.

Nadkładamy drogi żeby zobaczyć opactwo cystersów w Maulbronn, następnie Speyer z monumentalną katedrą, a na sam koniec leżący u podnóża zamku Heidelberg.

Gdy ma się do przebycia długą drogę, to trzeba liczyć się ze wczesną pobudką - z samego rana żegnamy się z Anną i wrzuciwszy do bagażnika prezenty dla pozostawionych w Polsce psów (Anna pracuje bowiem w firmie produkującej pokarm dla zwierząt) jedziemy dalej.

Po niepewnej pogodzie z początku naszej podróży pozostały już jedynie zaschłe kawałki błota na karoserii samochodu. Kiedy przyjeżdżamy do Maulbronn, XII w. klasztoru cystersów, niebo jest tak czyste jak gdyby ktoś właśnie przed chwilą usunął z niego chmury szmatką niczym smugi z właśnie umytych szyb. Wedle legendy miejsce na opactwo wybrał... osioł, wyprawiony w podróż przez braci Cystersów w poszukiwaniu źródeł wody - który mogłyby stać się centrum nowej siedziby. O ośle co prawda słuch zaginął, ale za to niewiele później pojawiły się w Maulbronn smoki ;-) Zresztą, można jest spotkać do dziś...



Niczym na nowoczesnym osiedlu - wewnątrz żadnej zieleni. Nie sądzę, że osiołek wybrałby takie miejsce, gdyby to dziś przyszło mi szukać wody...

W przeciwieństwie do Benedyktynów, które swoje klasztory wznosili na wzgórzach, Cystersi upodobali sobie doliny.


Zakonnikom Maulbronn przypisuje się wynalezienie bawarskich Maultasche - pierogów faszerowanych mięsem, cebulką, szpinaków i bułką. Zakonnikom mięsa spożywać nie było wolno, ale najwyraźniej jeden z nich wynalazł sposób owinięcia go w ciasto tak, żeby Bóg nie zauważył...







Wesołe jest smocze życie, nawet jeśli na łańcuchu. Przecież każdy wie, że gdyby tylko maluch chciał - odfrunąłby razem ze stoliczkiem do którego jest przywiązany.

Czekamy na adopcję... a na razie musi nam wystarczyć miska wody :-)

Nie znamy się na wychowaniu smoków, więc żadnego nie bierzemy ze sobą, czego, do dziś żałujemy. Szczególnie ten ostatni jest łudząco podobny do Luny (naszej kocicy), a przynajmniej mają wspólne zainteresowania (spanie i picie wody...), więc rozumieli by się świetnie...

Kierujemy się na północ, a po drodze zahaczamy o Speyer, miasto powstałe jeszcze w czasach Cesarstwa Rzymskiego, znane przede wszystkim ze swojej romańskiej katedry.


Brama miejska w Speyer - szeroki deptak pełny jest turystów, mieszkańców, rowerów, kawiarni...

W tle Katedra Najświętszej Marii Panny i Św. Szczepana - pochodząca z przełomu XI i XII wieku.








Ostatnim przystankiem jest studenckie miasto Heidelberg, gdzie po spacerze oraz wizycie na wzgórzu, gdzie znajdują się ruiny gotycko-renesansowego zamku Heidelberger Schloss, ponownie korzystamy z gościnności znajomych z couchsurfingu :-)






Aga w desperackiej próbie zaznajomienia się z pawianem wygrzewającym się w słońcu przed Alte Brücke

Neckar, której źródło znajduje się we Schwarzwaldzie

W oddali ruiny zamku. Na pocztówkach z lotu ptaka, Heidelberg wygląda bajecznie. Ptakami nie jesteśmy, to i zdjęcie pocztówkowe specjalnie nie jest.


Żelatynowy raj! Przyznaję się bez bicia, że jestem fanem.








"Raja Rani" - próba zmiany menu, po kilogramach treściwej niemieckiej kuchni. Wyraźnie nieudana :/ Dla dopełnienia formalności - moja recenzja TUTAJ.