sobota, 6 czerwca 2015

Niemcy - Weinstraße (Deidesheim), Mainz, Mittelrhein (dolina Renu)... Z beczką wina do zamkowej doliny



Ratusz w miejscowości Deidesheim, znanej z... tradycyjnego wystawiania na aukcji kozy (!), której to cena może dochodzić nawet do 5000 Euro. Związane jest to ze starą tradycją miasta.



Z Heidelbergu kierujemy się na zachód, nie mogąc pozwolić sobie na ominięcie regionu znanego z produkcji znakomitych win. Następnie poprzez Mainz (Moguncję) cofamy się w czasie - do średniowiecznej doliny zamków nadreńskich, by skończyć dzień w fascynującym Aachen (Akwizgran).


Absolutnie nic nie zapowiada bogatej historii i tradycji miasteczka Deidesheim, gdy przyjeżdżamy do niego wczesnym rankiem w poszukiwaniu dobrego wina, które możemy przywieść ze sobą do Polski. Senna miejscowość, w której pomimo spektakularnie odrestaurowanych domów, skwerów i ulic, ze świecą można szukać mieszkańców. Mimo wszystko, to właśnie w Deidesheim odbywa się największy festiwal winiarski w regionie Palatynatu. To również tutaj bije serce niemieckiej Weinstraße, której to nazwy zapewne nikomu tłumaczyć nie trzeba. Ponad 80 właścicieli winnic uprawia tutaj winogrona na obszarze prawie 500 hektarów - w szczególności ich białą odmianę, Rieslinga.


Pierwszy ślad winogron odnaleziony!


Brauchtumsbrunnen przedstawia między innymi nadanie praw miejskich Deidesheim i jest jedną z wielu fontann w centrum.

Niemiecki trudny język ;-) Ale dla chcącego nic trudnego!




Wróćmy zatem do koziej aukcji, bo to bez wątpienia najbardziej fascynująca tradycja związana z tym miejscem. Geißbockversteigerung (bo tak nazywa się folklorystyczne święto) odbywa się na pamiątkę starego porozumienia z sąsiednim Lambrecht, które to miasto w ramach opłaty za korzystanie z lasów oraz pól, każdego roku miało dostarczać jedną kozę, wystawianą na aukcji w centrum Deidesheim. Niewiele zmieniło się od tego czasu. Z samego rana, delegacja z Lambrecht wyrusza z kozą przez las, na skraju którego witana jest przez przedstawicieli sąsiada, w osobach żołnierzy, leśniczego oraz władz miejskich. Punktualnie o 10:00 koza musi przekroczyć bramy miasta, po czym jest badana przed Najwyższy Sąd, który sprawdza między innymi jej rogi (?!). Przed wielką aukcją wszyscy oczywiście opijają się winem z okolicznych winnic, czym z pewnością podbijają już dość astronomiczną cenę zwierzęcia.




Ciekaw jestem ile warte mogą być bobki pozostawione przez kozę sprzedaną na aukcji za blisko 5000 Euro. Nie dowiemy się, bo dziś sklepy z pamiątkami są zamknięte :/







Jako odpowiedzialny kierowca pić nie mogę, ale bagażnik odpowiednio dociążamy "pamiątkami" z winnej doliny. Po drodze odwiedzamy jeszcze na krótko położoną nad Renem kolebkę europejskiego drukarstwa - Mainz, czyli Moguncję. Przyjemne miasteczko, z bogatą, sięgającą jeszcze czasów sprzed naszej ery historią zostało niestety mocno zniszczone podczas nalotów w czasie II Wojny Światowej. Jedna z jego największych atrakcji - romańska katedra, choć widowiskowa z oddali, we wnętrzu świeci pustkami.



"Litery" Gutenberga w centrum Mainz.

W tle katedra Św. Marcina i Stefana.






Czterdzieści zamków wzdłuż 65km doliny, pośród lasów, winnic i dumnego Renu płynącego w jej samym środku - to krajobraz Mittelrhein - Doliny Środkowego Renu. Czasy świetności przypadają na wiek XII. Wraz z rozpowszechnieniem broni palnej parę wieków później, zamki i warowanie zaczęły popadać w ruinę. Niektóre z nich muszą same walczyć z deszczem, wiatrem, czy korzeniami drzew roztrzaskującymi kamień od środka. Inne doczekały się odrestaurowania. Niemniej jednak, wszystkie składają się na niesamowitą atmosferę tego miejsca. Witajcie w średniowieczu!










Postój w restauracji "Le Jardin", niedaleko Koblencji. Kuchnia ani francuska, ani dobra - potraktujcie to jako ostrzeżenie :-)

Dzień kończymy w Aachen, w której zakochaliśmy się podwójnie - wieczorem, oraz następnego dnia. Ale to już całkowicie inna historia - na następnego posta :-)